Literatura spożywcza okiem eksperta

19 września 2019

Na początku była audycja

W Programie II Polskiego Radia, przez siedem lat, gościła audycja Łukasza Modelskiego o kulinariach w literaturze i sztuce. Ciekawy i edukujący program, do którego dziennikarz zapraszał sławnych gości, cieszył się nie lada popularnością. Dzięki niemu mogliśmy się dowiedzieć (lub sobie przypomnieć), co jadał Szatan w powieści Bułhakowa, kto rozsmakowywał się w polskich borowikach oraz jakiego nietaktu przy stole dopuścił się Stanisław Wokulski. Modelki, starając się zachować najważniejsze z rozmów, zebrał je w opasłą księgę z ponad pięćdziesięcioma historiami, które dodatkowo zdobią ilustracje Zofii Różyckiej. To jedyna w swoim rodzaju biblia smakoszy, fanów kulinariów i ciekawostek literackich. Tak właśnie powstała „Droga przez mąkę, czyli literatura dla kucharek”.

Rozmówcy autora cechują się wysoką erudycją i znajomością tematu, często uciekając się do odwołań nieoczywistych, kulturowych i społecznych. Wśród mnogiej listy spożywczej dowiemy się też wiele odnośnie samego rytuału podawania posiłków, ich konkretnych, w niektórych miejscach nieprzekraczalnych godzin oraz hierarchii w jakiej zasiadamy do stołu i układamy sztućce. Już nigdy nie będziemy musieli lękać się wystawnych bankietów czy wykwintnych posiłków – książka nauczy nas poniekąd w toku narracji jak to wszystko ogarnąć.

 

Jadać jak gwiazdy

Książka zabiera nas w świat konkretnych pisarzy i bohaterów literackich, ale przez ich historię przeprowadza nas w trybie dnia, kolejno od śniadania, obiadu, podwieczorku/rautu i kolacji, poprzez dania szczególne – świąteczne, postne albo weselne. Mamy również niekonwencjonalne nawiązania, jak chociażby do balu u Szatana Bułhakowa, gdzie jedzenie nie gra aż tak ważnej roli jak alkohol. I tu, dla wybrednych wyjście, jeśli nie lubią szampana kot Behemot z łatwością zamieni go w koniak. Będąc w nastroju możemy spróbować diety rodem ze służby Jej Królewskiej Mości, niczym James Bond jeść mięsną jajecznicę, sałatkę ziemniaczaną i zimnego, uprzednio pieczonego rostbefa. Oczywiście popijając martini. Nie zabraknie odwołań do kuchni iberyjskiej (mięso w przeróżnych wariacjach sosów warzywnych), a także polskiej, która zawróciła w głowie niejednemu bohaterowi książki, niekoniecznie wyłącznie naszym rodakom.

Za każdym razem z rozmowy sprytnie przechodzimy do przepisu serwowanego przez autora Niektóre z nich trzymają się ściśle receptury podanej w książce, inne są luźną wariacją na temat posiłku. Ważnym tematem, który nie umknie uwadze wnikliwego czytelnika jest propozycja z karty alkoholowej, do każdego serwowanego dania, nawet do późnych śniadań. I niekiedy w niemałych ilościach.